Nathaly długo nie wracała z pracy. Postanowiłem pojechać na jej komisariat. Tam wypytałem jej szefa o miejsce do, ktorego została wysłana. Okazało się, że pojechała aby pojmać przestępców, którzy niedawno wyszli z więzienia. Pojechałem na miejsce ich zbiórek. Przed garażem zauważyłem auto Nathaly. Ona musi tam być! - myślałem. Wybiegłem z samochodu i ppodszedłem do wejścia. Usłyszałem krzyk Nathaly. Bez wahania wparowałem do środka. Ujrzałem obleśnego typa, który obmacuje Nath. Gwałtownie odepchnąłem go i uderzyłem.
- Nath, uciekaj! Szybko!! - po tych słowach owy mężczyzna żucił się na mnie. Zacząłem z nim bujkę. Nie obyło się bez ran ale wszystko dla Nathaly. Po kilkunastu minutach walki facet padł, a ja przywiązałem go liną do słupa. Zadzwoniłem na policję po czym Skierowałem się do swojego auta. O dziwo siedziała w nim Nathaly i czekała na mnie.
- Może teraz pojedzmy do szpitala.
- Nie ma potrzeby, wszystko jest dobrze...
- Masz rozcięty łuk brwiowy i kilka otarć, a poza tym powinni ci zrobić obdukcję. - na twarzy Nath pojawił się pewien szczególny grymas, a następnie kiwnęła głową, że się zgadza.
< Nathaly? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz